Zabójcy kreatywności

13.12.2018

W 1973 roku na orbicie okołoziemskiej znalazł się Skylab – pierwsza stacja kosmiczna, stworzona przez człowieka. Podczas jej wynoszenia w przestworza doszło do poważnej awarii – w 63. sekundzie od startu, na skutek znacznych drgań rakiety, od stacji oderwała się jedna z osłon, która miała chronić ją przed przegrzaniem. W efekcie po wyniesieniu konstrukcji na orbitę temperatura wewnątrz niej szybko przekroczyła 50 stopni C, co nie tylko uniemożliwiało sprawne działanie załogi, ale groziło także utratą zapasów żywności i poważnym uszkodzeniem sprzętu badawczego, a w konsekwencji unieruchomieniem całego przedsięwzięcia. Los projektu, na który wydano bagatela 2,5 miliarda (ówczesnych) USD zawisł na włosku.

Inżynierowie z NASA wiedzieli, że muszą działać szybko i niestandardowo, aby znaleźć rozwiązanie. Należało stworzyć lekką, łatwą w transporcie i montażu, a zarazem wytrzymałą konstrukcję, która będzie odbijać promieniowanie słoneczne. Zaczęło się gorączkowe tworzenie rozwiązania. W poszukiwaniu inspiracji przeszukano zawartość magazynów NASA, przejrzano dotychczasowe projekty, zajrzano także do ogólnodostępnych sklepów. W efekcie rozwiązanie powstało w czasie kilkunastu dni, a jego prototyp składał się z płachty izolacyjnej, wykorzystywanej podczas misji Apollo, podobnej (przynajmniej z wyglądu) do współcześnie używanych koców termicznych, i czterech teleskopowych wędek, kupionych w pobliskim sklepie po 13 dolarów za sztukę. Całość tworzyła dosyć sporych rozmiarów parasol, który dało się wystawić przez jedną ze śluz stacji i rozłożyć bez wychodzenia w przestrzeń kosmiczną. I tak oto rozwiązanie za niecałe 100 dolarów (tyle przynajmniej kosztował prototyp) ocaliło od zniszczenia prawdziwą fortunę i pozwoliło dokonać wielu pionierskich eksperymentów.
Można jednak powiedzieć, że tę fortunę uchroniła przed zniszczeniem tak naprawdę kreatywność i odwaga inżynierów z NASA, którzy mimo tego, że na co dzień mieli do dyspozycji ogromne budżety, potrafili inspirować się prostymi rozwiązaniami rodem z pobliskiego supermarketu.

Tymczasem w naszej branży często słyszymy, że ograniczeniem dla kreatywności jest budżet lub specyficzne wymagania klienta. Nic bardziej mylnego! Gdy bowiem pojawia się klient z nastawieniem sky is the limit i mogącym je sfinansować budżetem – w głowach panuje pustka i klient dostaje wiele sztampowych rozwiązań. Z kreatywnością bowiem jest tak, że niećwiczona zanika. Bywa jednak jeszcze gorzej – jest po prostu systematycznie tępiona, także wewnątrz firm czy organizacji, przez szefów, współpracowników, kulturę organizacyjną. Co niszczy kreatywność?

  1. Nadmierna kontrola
    Pracownik, któremu manager non stop patrzy na ręce i kontroluje każde jego działanie na projekcie nie ma szans na eksperymentowanie i improwizację. Pracuje „pod linijkę” zdając się na pewne i sprawdzone, czyli sztampowe, działania. Wobec czego na pewno nie będzie innowacyjny.
  2. Lęk przed błędem i porażką
    „Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi” – to znane i niezwykle prawdziwe powiedzenie. Każdy bowiem musi mieć prawo do błędu, bo tylko w ten sposób może nabrać odwagi do wdrażania niecodziennych pomysłów w życie. Nadmierne piętnowanie porażek i błędów (często mocno związane z pkt.1, czyli kontrolą) nie pozwala zaś rozwinąć skrzydeł.
  3. Zbytnie wykorzystywanie mocy przerobowych zespołów
    Kiedy grafik osób pracujących na projekcie wypełniony jest szczelnie od godziny 9.00 do 17.00, a nieraz wymaga także dłuższej pracy, na kreatywność najzwyczajniej w świecie nie ma czasu. Bo ciekawe pomysły rodzą się często w chwilach odprężenia czy wręcz nudy, kiedy pojawia się przestrzeń na eksperymentowanie czy tworzenie wolnych skojarzeń.
  4. Standaryzacja
    Nie brakuje na rynku agencji, gdzie umiejętności pracownika wtłacza się w ściśle określone ramy, a wymagania względem niego na danym stanowisku określa precyzyjna matryca ról. Takie podejście – w stylu „każdy umie wszystko” – szybko przekształca się we własną karykaturę, kiedy to tak naprawdę nikt nie umie nic w najwyższym możliwym stopniu, mało kto jest naprawdę dobry w konkretnej dziedzinie. Szef ma wtedy do dyspozycji całą masę „przeciętniaków”, którzy poradzą sobie z każdym zadaniem, ale czy zrobią to po mistrzowsku… Wątpliwe. Pracownikom bowiem należy umożliwić rozwijanie się w tych obszarach, w których przejawiają talent – kreatywność bowiem niejedno ma imię.
  5. „Wielepy”
    Nic w pracowniku nie zabija skuteczniej kreatywności, niż przełożony, który jest „wielepem”, czyli osobą, która wie lepiej, co należy zrobić w danej sytuacji, jakie rozwiązanie wybrać. Podwładny takiej osoby przestaje mieć motywację do wyrażania własnego zdania i tworzenia swoich unikalnych rozwiązań. W końcu i tak stanie na tym, co powie szef, więc po co się wysilać?
  6. Sukces
    Tak jest, sukces też może być morderczy dla kreatywności. Podejście w stylu „osiągnęliśmy to, jesteśmy the best, a teraz możemy spijać śmietankę” powoduje, że szybko zatraca się potrzeba tworzenia nowych rozwiązań czy koncepcji, a zespół traci inicjatywę i osiada na laurach. Czyż nie to pogrążyło przed kilkoma laty dość dużą formację polityczną, która w swoim mniemaniu nie miała z kim przegrać?
  7. Nagrody
    Choć mogą być na początek dobrymi motywatorami, to w gruncie rzeczy w procesie tworzenia kreatywnych rozwiązań nie może chodzić o nagrody. Czemu? Bo zarówno porażki będą działać mocno demotywująco, jak i kolejne trofea, które przestaną w końcu cieszyć i trudno będzie znaleźć taki poziom atrakcyjności nagrody, która nastawiłaby zespół do działania na 200 proc. Bo tak naprawdę nagrodą jest sam proces tworzenia kreatywnych rozwiązań dla pojawiających się wyzwań i to on powinien stanowić najlepszy motywator.
  8. Odhumanizowana przestrzeń biurowa/mania porządku
    Mija na szczęście ten etap, kiedy ogromna większość agencji PR mieściła się w wynajętych mieszkaniach, w których każdy metr przestrzeni był na wagę złota, a pracownicy niemal siedzieli sobie na kolanach i trudno było o intymność czy kąt do cichej pracy. Dziś przestrzeń, w której pracujemy, staje się powoli wizytówką dla klienta, równie ważną jak np. doświadczenie firmy. Tu jednak możemy popaść w drugą skrajność, kiedy to mimo dość dużej przestrzeni do dyspozycji za wszelką cenę staramy się utrzymać jej wyjątkowy design – często kosztem pracowników. Biuro zaś ma być przestrzenią, w której każdy znajdzie miejsce dla siebie i będzie mógł pracować w najbardziej zbliżonym do optymalnego dla swoich preferencji trybie. Jeden zaś potrzebuje sterylnej czystości, drugi jest maniakalnym bałaganiarzem – i wprowadzanie odgórnych uregulowań w tym zakresie nie ma najmniejszego sensu. Po prostu biuro ma być przestrzenią, która wspiera wszystkie potrzeby pracowników, dzięki czemu mogą oni działać w najlepszy możliwy dla siebie sposób, co z kolei wzmaga ich kreatywność.

Czy z biur NASA wymienieni powyżej zabójcy kreatywności zostali wyeliminowani? Trudno to jednoznacznie stwierdzić, choć na korzyść tej tezy przemawia zarówno wyprodukowanie pierwszej na świecie parasolki dla stacji kosmicznej, jak i umieszczenie człowieka na księżycu oraz szereg innych dokonań. Chcąc więc iść w ślady pionierów kosmonautyki, jeśli nie w zakresie podboju przestrzeni międzygwiezdnej, to przynajmniej w obszarze kreatywności, staramy się eliminować wszystkie te czynniki, które ograniczają nasze dążenia do szukania wciąż nowych pomysłów i rozwiązań dla naszych klientów.

Pracuj z nami!

Skontaktuj się z nami i sprawdź co możemy zrobić dla Twojej marki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *