18.05.2021

Kilka dni temu miałem okazję rozmawiać z grupą studentek i studentów z koła naukowego PRemium przy Uniwersytecie Szczecińskim. Tematem spotkania była codzienność w zawodzie PR-owca: wymagania, bolączki i wszystko to, co składa się na obraz i zadania konsultanta.

Przygotowania do tego spotkania były dobrą okazją do krótkiego rachunku sumienia i sprawdzenia, co postrzegam jako naprawdę istotne z perspektywy osoby zaangażowanej w projekty w różnych branżach i światach, od zagranicznych korporacji po działania na rzecz społeczności lokalnych.

Co jest kluczowe z perspektywy osoby, która dopiero myśli o wyborze tej ścieżki lub stawia pierwsze kroki? Na co otwiera oczy dłuższa obecność na rynku, praca ramię w ramię z osobami, które zarządzają komunikacją organizacji nierzadko zmieniając obraz gospodarki naszego kraju?

POPaganda, czyli Ron English, Abraham Obama i mix światów

Przygotowując punkty do narracji i „tło” do rozmowy, nie bez powodu wybrałem street art, z którym od lat nieśmiało flirtuję.

Dla jednych jest to niezmiennie zbiór zbędnych „mazajów” na ścianach lub wręcz aktów wandalizmu. Dla drugich – sztuka najwyższych lotów, która szturmem weszła na parkiety domów aukcyjnych i salony kolekcjonerów, stając się obiektem westchnień i dyskusji coraz szerszej grupy entuzjastów sztuki współczesnej.

Nieprzypadkowo też przytaczam w rozmowach o pracy i sztuce postać Rona Englisha, mistrza flirtu z markami i mieszania kultury wysokiej z tą szurającą całym swoim ciężarem po bruku. Z jednej strony jest on twórcą setek dzieł, w których znajdziemy odniesienia do klasyków kultury popularnej, z drugiej autorem jednej z głośniejszych (obok hope autorstwa Sheparda Fairey’a) kreacji wyborczych, łączących wizerunek 16 i 44 prezydenta Stanów Zjednoczonych. Z trzeciej, w wywiadzie udzielonym w ramach kultowego podcastu Vantage Point, English przyznał, że krajanie z jego rodzinnego Decatur w stanie Illinois niejednokrotnie życzyli mu jak najgorszych rzeczy.

Patrząc na to wszystko z perspektywy ostatnich lat mam wrażenie, że trochę w ten sam sposób jest postrzegana rola konsultantów i PR-owców. Z jednej strony jesteśmy elementem niezbędnym dla prawidłowej realizacji różnych celów, także biznesowych, które stawiają sobie przedsiębiorstwa. Z drugiej, do dzisiaj zdarza mi się czuć jak piąte koło u wozu i ktoś, kogo na siłę doprasza się na spotkanie, bo przecież „PR i tak nie pomoże”.

Tak, jak prawie każda firma chce być technologiczną, tak coraz więcej chce mieć swój mural. I chociaż estetyka się zmienia, ważne, żeby w ślad za tym szło zrozumienie dla materii i przekazu.

Trochę terapeuta, trochę adwokat diabła, zawsze wędrujący komiwojażer 

Czy nasza rola na przestrzeni lat naprawdę zmieniła się tak bardzo, czy nadal łączymy w sobie doradców, kamerdynerów, ghostwriterów i trendwatcherów? Ważne jest, by idąc w ślad za kultowym „Laską” zadać sobie bardzo ważne pytanie: „w czym jestem najlepsza/najlepszy na świecie?”, po czym zacząć właśnie to robić, tylko na polu komunikacji. Owszem, tak, jak w problemie wędrującego handlowca, często musimy łączyć punkty na mapie w stylu trzech naj (najszybciej, najtaniej, najkrócej), ale możemy to robić mając poczucie zaspokojonej ambicji i wiedzy, którą możemy się dzielić i inspirować nią nasze otoczenie.

Oczywiście PR to także obietnica lepszej przyszłości. Ale, aby ta była spełniona – czy, jak to napisał ostatnio wspaniałym piórem Marcin Wicha, „sprzedana po kursie nostalgii” – musimy pamiętać, że żadne działanie, które kwalifikujemy jako public relations, nie może być niezgodne z etyką i moralną słusznością działań. „Niebo gwiaździste” zawsze powinno być nad naszymi głowami.

Pr-owiec wstaje rano i cierpi za miliony (klientów)

Czym jest ta codzienność z perspektywy konsultantów komunikacji, ich roli, oczekiwań, stawianych celów i KPI do spełnienia? Czy jako jednostki, agencje i partnerzy dla naszych klientów jesteśmy systemem naczyń połączonych? Zdecydowanie tak. Mnogość narzędzi, ich ewolucja, wielość kanałów działania i transformująca rola komunikacji to tylko połowa historii. Druga to ludzie, rodząca się między nimi chemia i partnerskie podejście do współpracy.

O opinię na temat codzienności PR-owców poprosiłem kilka osób, które od lat tworzą tę branżę w Polsce oraz studentów, którzy dopiero zbierają wyobrażenia o tej branży:

Anna KlimczukHead of Communication w polskim oddziale Microsoft

Najciekawsze w zawodzie PR-owca jest moim zdaniem to, że nie można się go nauczyć raz na zawsze. Za każdym rogiem komunikacyjnej rzeczywistości czekają nowe rzeczy, które chcąc poznać, często musimy oduczać się tych starych. Z jednaj strony, dzięki temu, czuję ciągle nową energię, z drugiej mam wrażenie, jakbym miała oczy naokoło głowy, jak jakiś potwór, żeby to wszystko zauważyć. I mimo, że czasem rzeczywiście spychana na margines biznesowych priorytetów, tak naprawdę, to właśnie komunikacja leży u podstaw absolutnie wszystkiego, co robimy w życiu zawodowym i prywatnym.

Rozalia Derewenda-Zasłona, Kierowniczka Zespołu Komunikacji w PZU Zdrowie

Do rozlicznych ról PR-owca, które wymienił Piotr (czy właśnie nie za tę interdyscyplinarność kochamy naszą pracę?), dodałabym rolę edukatora. Dla skutecznego i satysfakcjonującego działania w tej branży, niezbędne jest edukowanie otoczenia biznesowego na temat funkcji, narzędzi i efektów public relations oraz budowanie pozytywnego wizerunku własnego zawodu. Dobra współpraca w ramach organizacji ma ogromne znaczenie także ze względu na całość wrażeń związanych z marką, jakich doświadcza odbiorca. Dlatego szczególny nacisk kładę na relacje z działem marketingu i customer experience, bo tylko współdziałanie tych obszarów zapewnia spójny, zrozumiały i przede wszystkim wiarygodny komunikat.

Marcin Gruszka, Head of Communication w Allegro

7:00 rano.  Pierwszy, łóżkowy jeszcze, przegląd prasy i pierwsze zaskoczenie… kreatywnością clickbaitowego tytułu. Na Twitterze spokój, nuda, tylko polityka (rzecznik nie ma opinii) i CD Projekt.

9:00 – Pierwszy mail od lokalnego specjalisty PR – ktoś im zapłacił za ten tekst.

9:30 – Weź zadzwoń do tego influencera, bo ja nie wiem o co mu chodzi.

10:00 – Siedzimy nad korektami do prezentacji, w jej opisie v15.

10:30 – Napisz to bardziej sophisticated.

11:00 – “Co Pan sądzi o nowym podatku?” Proszę wybaczyć, ale nic nie sądzę, bo według mojej wiedzy on nas nie dotyczy. Cisza w słuchawce…

12:00 – Trzy Zoomy na tą samą godzinę, co wybrać…?

13:00 – Może uda się zjeść śniadanie… nie udało się, ale wyłączę kamerę i chociaż kawa będzie.

14:00 – Ważny wywiad, tylko dziennikarz chce rozmawiać o czymś innym niż wcześniej proponował. Moje talking points do kosza.

15:00 – Dajmy sobie spokój ze śniadaniem, czas na obiad.

16:00 – Zajrzyjmy do maili, o spoko tylko 100 nowych, damy radę.

17:00 – Jeszcze tylko dwa spotkania.

19:00 – Bardzo dziękuję za tę nagrodę i wyróżnienie w imieniu całego Zarządu.

20:00 – Kocham tę robotę.

Damian Ziąber, Rzecznik prasowy Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego

Codzienność PRowca? Nie wiem, bo nim nie jestem, nieco przekornie. Skupiam się na swojej innej roli, z pełną misją traktując obowiązki rzecznika prasowego. O codzienności osoby wykonującej ten zawód słów kilka, korzystając z uprzejmości Piotra Jamrogiewicza. Dobry rzecznik to edukator, to na pewno. Nie mówię o rzeczach łatwych, bo ubezpieczenia wciąż trzeba odczarowywać, zatem im więcej tłumaczeń, wyjaśnień, objaśnień, przenośni, przykładów, konkretnych sytuacji, porad – tym łatwiej w przyszłości dziennikarzom będzie opisać zadany temat. Równie istotna w codzienności jest właściwie niczym nieograniczona i nieskrępowana wielozadaniowość. Nie wiem kto jest autorem powiedzenia o trzymaniu wielu srok za ogon, ale wiem, że jak ulał pasuje to do liczby zadań, aktywności i projektów, które mamy na agendzie. Ot, teraz, w związku ze zbliżającymi się wakacjami, odpowiadam na pytanie dużej redakcji o tzw. Zieloną Kartę dla pojazdów, tworząc jednocześnie treść raportu rocznego mojej instytucji i myśląc na spływającymi z wielu stron bardzo ciekawymi pytaniami dotyczącym użytkowania dróg, obowiązku rejestracji pojazdów i konieczności ich ubezpieczania. Gdybym miał powiedzieć co jest czynnością ciągłą i pod jakim hasłem toczy się mój dzień, to pewnie powiedziałbym, że rzecznik musi być na bieżąco i musi się orientować. W skali makro, w swojej branży, w branżach pokrewnych. A na koniec – i nie tylko na co dzień – wciąż będę powtarzał, wbrew niektórym głosom na portalach społecznościowych, że dobry rzecznik jest zawsze dostępny. Setka w sobotę pod domem do popołudniowego wydania programu informacyjnego? Jak najbardziej! Godzinny udział w programie interwencyjnym połączony z edukacją w niedzielny wieczór – owszem! Taka nasza rola i misja.

Studenci Koła Naukowego „PRemium” przy Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Szczecińskiego

My, jako członkowie Koła Naukowego „PRemium” i studenci Managementu Instytucji Publicznych i Public Relations na Uniwersytecie Szczecińskim uważamy, że PR jest niezwykle ciekawą i przyszłościową branżą, a także (miejmy nadzieję) potencjalnym miejscem pracy. Wybór tego kierunku nie był przypadkiem, czy „strzałem w ciemno” – chcieliśmy dać sobie szansę na rozwój. Postrzegamy PR jako dynamiczny zawód, w którym nie ma miejsca na nudę, a każdy dzień wygląda inaczej i przynosi inne wyzwania. Możemy stwierdzić, że ta pojawiająca się różnorodność z pewnością pozwala na rozwijanie wielu kompetencji jednocześnie i zdobywanie istotnej wiedzy. Jako młodzi adepci doceniamy to, iż PR pozwala myśleć nieszablonowo, stawia na kompetencje miękkie i ludzkie interakcje. Aczkolwiek istotną kwestią jest także lekkie pióro, dzięki któremu można pisać wyjątkowe teksty w sprawny oraz ciekawy sposób, gdyż jak wiemy w PR oprócz kwestii komunikacyjnych, kluczowe jest także szerzenie pewnych idei oraz samo informowanie. Jednak, podobnie jak w większości branż, tak samo w prężnie rozwijającym się PR trzeba stale dążyć do samorozwoju, dokształcać się oraz przede wszystkim obserwować bieżące trendy po to, by nie pozostawać “w tyle” i nie stać miejscu.

O ile ciężko jest w takich chwilach wyciągnąć wniosek inny niż ten, że praca w PR wymaga ciągłej uważności i rozwoju, o tyle jedno jest pewne: warto znać podstawowe zasady savoir vivre, żeby móc swobodnie położyć nogi na stole. 😊

Pracuj z nami!

Skontaktuj się z nami i sprawdź co możemy zrobić dla Twojej marki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *